Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. X

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza








 

CYBINA

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 













 
 
 
 
 
 




...Czas oczekiwania...
...Czas oczekiwania...
16 IV 2014, 09:59:15


…jeżeli dwóch ministrów spraw zagranicznych, dwóch państw-mocarstw nuklearnych, spacerując po polu golfowym – takie zdarzenie niedawno miało miejsce – rozmawia ze sobą, jak podano oficjalnie, przez cztery godziny, czyli przez 240 minut, aby po takiej „pogawędce” z uśmiechem na ustach podąć sobie ręce na pożegnanie, to nie trzeba być geniuszem analityki, ani profilerem politycznym, aby dojść do wniosku, że panowie ministrowie drobiazgowo „coś” już uzgodnili. „coś” już „zaklepali”, czyli „dogadali” się. Także i w kwestii kontynuowania na razie tego „theatrum mundi”, żeby zająć pospólstwo na czas przygotowań do ostatecznego rozwiązania, nad którym intensywnie pracuje się w zaciszu gabinetów w Moskwie, Waszyngtonie i rzecz jasna w Pekinie.

Tak bowiem się składa, że – moim zdaniem – ten właśnie „Triumwirat” konstruuje i skonstruuje nowy porządek światowy. Chyba, że jednemu z partnerów „coś przeskoczy” i cała, dotychczasowa, przygotowana misternie konstrukcje runie. Nie należy też nie brać pod uwagę i takiego faktu, że może wydarzyć się „coś” co, w ostatniej sekundzie powaśni partnerów i „wezmą się za łby” - w gruncie rzeczy – o drobiazg nie wart zainteresowania poważnych ludzi. Historia zna takie przypadki, że generał dlatego, że dostał rozwolnienia to przegrał bitwę, bo zamiast być z wojskiem i dowodzić nim na polu walki, siedział w klozecie na tyłach…
Jak Państwo zauważyli czytając to, co powyżej, ani razu nie wspomniałem o Unii Europejskiej, której nie „zaproszono” aby swoją obecnością przy „pokerowym stole” globalnej geopolityki zmieniła ukształtowany „Triumwirat” w „Kwartet”. Czyżby zapomniano o tym, że coś takiego jak Unia Europejska istnieje? Nie, nie zapomniano, ale za to przypomniano sobie, że Unia Europejska – czytaj Berlin, Paryż, Londyn, no i może wypinająca pierś ”do orderów” falsetowa Warszawa – nie mają nic do powiedzenia światu, a potęgom militarno – nuklearno – surowcowym, w szczególności. Na dodatek unijne „potęgi” same „gonią w piętkę” starając się za wszelką ceną uratować to, czego niestety, uratować nie można. Mam na myśli Unię Europejską jako całość w jej obecnym kształcie i obecnym systemie zbiurokratyzowanego do granic totalitaryzmu zarządzania nią. Taka Unia Europejska – ten zbiór 27 państw, z których każde ma własne interesy, przede wszystkim gospodarcze, oraz własne aspiracje, ten zbiór 27 państw spotykających się na „szczytach” w Brukseli, to nie jest żaden poważny „klient” ani dla Moskwy, ani dla Waszyngtonu, ani tym bardziej dla Pekinu. Owszem, nikt tego głośno nie mówi, bo wiadomo, że w dyplomacji obowiązuje „Francja, elegancja”, ale jak przychodzi „co do czego” to pan prezydent Federacji Rosyjskiej telefonuje do pana prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, albo do pana prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej, a nie do pana prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, czy pana przewodniczącego Rady Europejskiej. Pan prezydent Stanów Zjednoczonych robi dokładnie to samo. „Czerwony przycisk” na jego telefonie łączy go natychmiast z Moskwą, a „Żółty” z Pekinem. Przycisku z „Dwunastoma Gwiazdkami na błękitnym tle” na tym telefonie na razie brak…

Sytuacja w obszarze geopolityki charakteryzuje się ostatnio nasiloną dynamiką wydarzeń. A ponieważ o jednych wydarzeniach jest celowo bardzo głośno w mediach i wypowiedziach różnych polityków, a o innych znacznie ważniejszych, zasadniczych bądź nawet kontrowersyjnych i groźnych, panuje totalna wysterowana cisza, to cały świat, wszystkie jego narody, współcześnie zajmują postawę wyczekiwania, na to, co może się wydarzyć. Wszyscy „na coś” czekają.

Od góry do dołu, z wyjątkiem wymienionych wyżej trzech panów rozgrywających sprawy globalne, obserwuje się nerwowe oczekiwanie. Co z tego wyniknie? Jak to dalej będzie? Kiedy to się skończy? Do czego to wszystko zmierza? Ludzie pytają ludzi w Warszawie, Berlinie, Paryżu, Nowym Jorku, Moskwie i tysiącach innych miast i wiosek świata. Odpowiedzi na takie pytania na razie nie ma. Pozostaje nam tylko „Czas oczekiwania”…

Bo, co ma być, to na pewno i tak będzie! Nie uprzedzajmy faktów. Dlatego na razie, na teraz, życzę Państwu i Państwom - Spokojnych, radosnych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych!

Jerzy A. Gołębiewski



Click for Poznan, Poland Forecast